Tolerancja jako wartość i konieczność rodzinna


Tolerancja jest granicą pomiędzy miłością a nienawiścią. Jest skłonnością do pomagania w imię wartości. Postawą z predylekcją do działania. Wartością ogólnoludzką. Cnotą indywidualną. Ma wiele wspólnego z rozumieniem siebie samego. Jest mocną stroną osobowości. Każdy człowiek uwikłany jest w dramat tolerancji - nietolerancji. Widać to w każdej rodzinie... W czasach nam współczesnych trzeba liczyć się z tym, że niemal w każdej rodzinie niezbędne jest przejawianie postaw nacechowanych tolerancją. Obecność tolerancji jest po prostu niezbędna. Głównie z tego powodu, że do życia małżeńsko-rodzinnego coraz silniej przenikają nowe - dotąd nieznane - zjawiska. Zawsze zaskakują, a niekiedy wkraczają w sposób zgoła brutalny. Weźmy problemy wychowawcze z dziećmi zagrożonymi narkomanią. Weźmy problem kohabitacji: oto dorastająca córka albo syn tworzą związki nieformalne ("po co nam ślub"- powiadają). Albo wybierają typ rodziny monoparentalnej ("chcę mieć dziecko, niepotrzebny mi jego ojciec"). Albo okazuje się, że dorastający syn jest gejem. Albo mąż ma przelotny romans i w efekcie zostaje zarażony wirusem HIV - następnie zakaża żonę. Bez postawy tolerancji nie da się dziś rozwiązać, ani nawet złagodzić, żadnego z wymienionych problemów. A przecież jest ich dużo więcej. Coraz więcej. I coraz trudniejszych.

Totalitaryzm domowy wyklucza wszelką tolerancję.

Trudno się dziwić, że społeczeństwo polskie w swej większości jest mało tolerancyjne; można nawet powiedzieć, że jest nietolerancyjne - skoro postawy nietolerancji kształtowane są głównie w rodzinach, w okresie dzieciństwa, a zwłaszcza w okresie dojrzewania. Małe dziecko całkowicie podporządkowuje się rodzicom, ponieważ szuka bezpieczeństwa, które zawsze zapewnia ktoś silniejszy. Dlatego od rodziców dużo zniesie, nawet niesprawiedliwość w postaci kar cielesnych. Zupełnie inaczej zaczyna się dziać w okresie dojrzewania, kiedy młody człowiek poszukuje własnego miejsca w życiu. Tymczasem rodzice - zupełnie nie zauważając u swego dziecka jakościowej zmiany rozwojowej - tak samo jak i dotąd stosują wobec niego totalitarny sposób zarządzania, zamiast zmienić go na demokratyczny. Zrozumiałe, że w takiej sytuacji dochodzi do ostrych konfliktów, wręcz do walki. I właśnie wtedy młody, dorastający człowiek przechodzi rodzinną szkołę nietolerancji - lekcja po lekcji. Rodzice narzucają mu swoją wolę, a on czując się represjonowanym odpowiada agresją. I oto nietolerancja rodzinna święci swój triumf, a potem już "wchodzi w krew". Totalitaryzm domowy wyklucza bowiem wszelką tolerancję.(3) Jest to stwierdzenie wyjątkowo w swej treści bolesne, dotyczy bowiem większości naszych rodzin. Tymczasem uczenie tolerancji, wychowanie w jej duchu powinno się rozpoczynać w każdej rodzinie. Dotyczy to również szkoły.

(...)

Trudny problem tolerancji wobec odmienności seksualnych.

Odmienność seksualna sprowadza się przede wszystkim do homoseksualizmu. Sam problem jest bardzo stary. Istniał już w starożytności, istniał w średniowieczu (wtedy w Polsce nazywany paziolubstwem), istnieje rzecz jasna współcześnie. WHO skreśliła homoseksualizm z długiej listy chorób - bo to nie jest choroba. Historycznie patrząc, homoseksualistami byli m.in. Jan Długosz, Bolesław Śmiały, Marszałek Sanguszko, ksiądz Bohomolec... Zawsze przy nich byli piękni chłopcy, którzy robili szybkie kariery. Charakterystyczne, że stosunek do homoseksualistów wahał się od absolutnej negacji (wisiało wszak nad nimi zagrożenie karą śmierci) - do udzielania im absolutnej swobody. Tymczasem pozostając w zgodzie z tolerancją nie należy w sposób skrajny podchodzić do tych osób, bowiem segregacja seksualna łatwo może prowadzić do segregacji prawnej. To prawda, że homoseksualni mężczyźni w jakiś sposób zagrażają chłopcom, ale prawdą jest też, że mężczyźni heteroseksualni zagrażają dziewczętom(5)...

Problem tolerancji wobec inności seksualnej jest problemem specyficznym i na pewno bardzo trudnym. Wbrew pozorom homoseksualizm dotyczy wielu rodzin gdy się zważy, że każdy gej i każda lesbijka ma matkę, ma ojca, ma siostrę lub brata. Każdy i każda z nich wychowuje się przecież i żyje w określonej - na ogół najzwyklejszej - rodzinie. Oczywiście ta "najzwyklejsza rodzina" przestaje nią być w chwili gdy przychodzi jej się zmierzyć z problemem homoseksualizmu dorastającego czy też dorosłego dziecka, albo i męża-ojca, jeśli okaże się, że jest on biseksualistą. Jedno jest pewne: bez zaangażowania zdecydowanych postaw tolerancji członkom takich rodzin na pewno nie uda się zapanować nad zaistniałą sytuacją.

(...)

      Zofia Dąbrowska.
_____________________________

(1) Na podstawie myśli zawartych w referacie prof. dra hab. Tadeusza Pilcha pt. "Tolerancja jako wartość społeczna oraz cnota indywidualna". Profesor wygłosił referat w roku 1995 - Międzynarodowym Roku Tolerancji (ogłoszonym przez ONZ), podczas Konferencji pn. "Tolerancja wobec odmienności", którą zorganizował Instytut Pedagogiki Społecznej Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Tadeusza Kotarbińskiego w Zielonej Górze.
(2) Z wystąpienia Księdza prof. dra hab. Zachariasza Łyko na tej samej Konferencji zatytułowanego: "Tolerancja potrzebą cywilizacyjną naszych czasów"..
(3) Według pracy prof. dra hab. Andrzeja Jaczewskiego pt. "Tolerancja w relacjach rodzice-dzieci" (Zielona-Góra, 1995).
(4) Na podstawie pracy prof. dr hab. Alicji Kargulowej pt. "Kwestia tolerancji w różnych nurtach pedagogicznych" (Zielona-Góra, 1995).
(5) Referat pt. "Tolerancja wobec odmiennych stylów życia" wygłosił na Konferencji w Zielonej Górze w roku 1995 prof. dr hab. Mikołaj Kozakiewicz; z tego źródła zaczerpnęłam dane odnoszące się do problemu tolerancji wobec mniejszości seksualnych.


Pełny tekst artykułu na:
http://www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=czytelnia&op=opis&id=2893


     powrót...