Samoakceptacja
Wyobraźmy sobie, że Bóg staje przed każdym z nas i mówi: "Ja mam moc
odmienić w twoim życiu co tylko sobie zamarzysz - a więc co byś chciał,
abym zmienił?" O ilu rzeczach byś pomyślał, jak długa jest twoja lista?
Pomyśl przez chwilę - jeśli masz przybory do pisania możesz nawet sobie
sporządzić jakieś krótkie notatki.
Teraz Bóg zadaje ci następne pytanie: "Czego byś nie chciał zmienić?"
czy ta lista jest równie długa jak pierwsza? Albo inaczej, czy gdyby
zważyć elementy jednej i drugiej listy, która okazałaby się cięższa?
Jakie więc rzeczy możemy znaleźć na twojej liście?
Zapewne znajdą się tam takie rzeczy jak nadwaga, albo zbyt długi nos,
albo jakiś zły nawyk, od którego nie możesz się uwolnić, albo twoja
narodowość czy płeć. Wróć jeszcze raz do swojej listy. Czy są na tej
liście rzeczy, których nie da się zmienić? Czy umiesz rozróżnić między
tym co można a tym czego nie można zmienić?
Rzeczy, które można zmienić:
- Nadwaga;
- Lenistwo, niepunktualność - nad tym można popracować;
- Alkoholizm;
Cechy charakteru: obojętność na innych ludzi, krytykanctwo, zarozumialstwo, wrogie nastawienie, bałaganiarstwo itd.
Rzeczy, których nie da się zmienić:
- Rodzice;
- Dziedzictwo narodowe;
- Płeć;
Dobrze jest dostrzec, że wiele rzeczy, których nie akceptujemy w
naszym, życiu można zmienić i możemy się zmobilizować do pracy nad ich
zmianą.
A rzeczy niezmienne, są, co tu dużo gadać, po prostu niezmienne. Na
przykład: urodziłam się Polką i umrę Polką bez względu na to jak bardzo
mi się to nie podoba. Nic nie zmieni mojej narodowości. Nawet jeśli
zmienię obywatelstwo.
Jeśli jest w twoim życiu dużo rzeczy niezmiennych, które zawarłeś na
swojej liście i z których nie jesteś zadowolony, które trudno ci
zaakceptować, które chciałbyś ukryć lub zmienić, to znaczy, że cierpisz
w mniejszym lub większym stopniu na problemy z samoakceptacją.
Brak samoakceptacji inaczej nazywa się samoodrzuceniem. z
samoodrzuceniem mamy do czynienia, kiedy jesteśmy w dużym stopniu
niezadowoleni z tych rzeczy w naszym życiu, których nic nie zmieni. Bóg
nie chce, aby taka sytuacja miała miejsce. Takie odczucie z naszej
strony może nawet przerodzić się w postawę grzeszną.
Czy samoodrzucenie jest złe i grzeszne?
Przypomnijmy sobie pewne podstawowe założenia, na których opiera się wiara chrześcijańska:
1. Bóg jest tym, za kogo się podaje.
2. Bóg może rzeczywiście czynić to, o czym mówi.
3. Ja jestem faktycznie osobą, o której Bóg mówi, że nią jestem.
4. Ja jestem w stanie czynić rzeczy, o których Bóg mówi, że mogę je czynić.
Kto wierzy w te stwierdzenia? Kto wierzy w nie i żyje zgodnie z tymi
zasadami? Są to potężne prawdy i musimy na nich budować nasze
chrześcijańskie życie. Jeśli nie będziemy opierać na nich naszego
życia, nasza relacja z Bogiem ucierpi, ucierpią nasze stosunki z innymi
ludźmi, naszymi rodzicami, rodzinami, znajomymi. Grzech pierworodny
wprowadził między nami rozłam i rozłam ten nawet dotarł do naszych serc
- bo nie akceptujemy siebie i jesteśmy oddzieleni od osób, którymi w
rzeczywistości jesteśmy.
Samoodrzucenie to brak wiary w to, że to co Bóg mówi o mnie jest
prawdą. Samoodrzucenie to brak wiary w głębi mojego serca w to, że
jestem ukochany przez Boga i przez innych ludzi. Samoodrzucenie to jest
postrzeganie siebie jako kogoś gorszego.
Wielu z nas słyszało wcześniej nauczanie o Obrazie Ojca, o tym kim On
jest naprawdę. Wówczas koncentrowaliśmy się na tych prawdach, że Bóg
rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje i może czynić te rzeczy, o
których mówi, że są one w Jego mocy. Sprawdzaliśmy czy nie ma w nas
fałszywych obrazów, wyobrażeń o Bogu.
Dziś koncentrujemy się na dwóch kolejnych prawdach. Jesteśmy tymi, o których Bóg mówi:
Rdz1,27.31:"Stworzył
więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył
mężczyznę i niewiastę. A Bóg widział, że wszystko co uczynił, było
bardzo dobre."
Jesteśmy stworzeni na obraz Boży. Jesteśmy koroną Jego stworzenia.
Możesz powiedzieć, że to było przed grzechem pierworodnym. Ale jednak
kazał On napisać psalmiście, już po grzechu, że wielbi Boga w tym jak
cudownie nas stworzył. Jesteśmy Bożym arcydziełem.
Bóg stworzył nas i bierze On na siebie odpowiedzialność za to jak nas
stworzył. On nas utkał w łonie matki. Nikt z nas nie przyszedł na świat
w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Bóg zna każdego z nas od samego
początku, jest naszym Stwórcą. Czy mamy prawo odrzucać to co uczynił
nasz Stwórca? Czy mamy prawo mówić - a jednak zdarzyło Ci się popełnić
błąd. Panie Boże. Chyba nie patrzyłeś co robisz, jak mnie stwarzałeś.
Panie Boże.
"Człowiecze! Kimże ty jesteś, byś mógł spierać się z Bogiem? Czyż może
naczynie gliniane zapytać tego, który je ulepił ( Dlaczego mnie takim
uczyniłeś? ). Czy garncarz nie ma mocy nad gliną i nie może z tej samej
zaprawy zrobić jednego naczynia ozdobnego, drugiego zaś na użytek
niezaszozytny? Rz , 20-21
Jeśli odrzucam siebie takiego lub taką jaką stworzył mnie Bóg, błądzę.
Obrażam Boga, mówiąc ma że jest absolutnym bezguściem. Nie ma to nic
wspólnego ze świętością ani pokorą.
"Nie będziesz się wstydził siebie samego. Jest bowiem wstyd, co grzech sprowadza, i wstyd, który jest łaską i chwałą." Syr 4, 20-21
"Synu, ze skromnością dbaj o cześć dla swej osoby i oceniaj siebie w
sposób należyty. Tego, kto wykracza przeciwko samemu sobie, któż
usprawiedliwi, i któż będzie poważał tego, kto hańbi swe życie?"Syr 10, 28-29
Samoodrzucenie jest nie tylko brakiem samoakceptacji, jest również
znakiem braku miłości do siebie samego. Bóg mówi nam, abyśmy nie byli
egoistyczni ani samolubni. Ale jednocześnie wzywa nas do tego, abyśmy
miłowali siebie samych i szanowali siebie, ponieważ to sam Bóg nas
stworzył.
Istnieje fałszywe pojęcie pokory jako samoponiżania, myślenia o sobie
jako o kimś gorszym niż w rzeczywistości. Czy czujesz się trochę jak
obywatel drugiej kategorii? Czy masz dla siebie zdrowy szacunek? Czy
potrafisz cieszyć się ze swojego towarzystwa, czy musisz mieć ciągle
wokół siebie innych ludzi? Czy kochasz siebie? Jak wyrażasz swoją
zdrową miłość do siebie samego? Czy potrafisz przebaczyć sobie kiedy
zgrzeszysz lub coś ci się nie uda? Czy potrafisz wybaczyć sobie te
rzeczy, których w sobie nie lubisz? Czy jesteś dla siebie zbyt surowy?
Czy potrafisz znaleźć w sobie więcej współczucia i troski dla innych
niż dla siebie samego?
Aby pokochać siebie musisz zaakceptować swoje ograniczenia. Do zdrowej
miłości siebie samego dochodzi się przez samopoznanie, poznanie swoich
potrzeb, swoich prawdziwych upodobań i niechęci (niezależnych od
panującej obecnie mody). Jest to też wprowadzanie równowagi między
pracą i odpoczynkiem. Nie możemy cały czas pracować - potrzebujemy też
czasu radości i odprężenie. Możemy się całkiem wypalić próbując służyć
Bogu i innym, a zapominając przy tym o niezbędnej równowadze w naszym
życiu. Kochać siebie to znaczy też czuć się naturalnie, kiedy jesteśmy
sam na sam z Bogiem.
Jeśli nie umiem okazać sobie samemu troski, nie będę umiał również
okazać jej innym, jeśli nie zaakceptuję i nie pokocham siebie takiego,
jakim jestem, nie będę potrafił kochać i akceptować innych takimi,
jakimi są.
Jakie są obszary samoodrzucenia?
1. Wygląd zewnętrzny. To może być poważną przyczyną samoodrzucenia dla
wielu osób. Można nie akceptować swojego wzrostu, kształtu nosa, swoich
włosów. Oceniamy siebie według kryteriów środowiska, które nas otacza.
Powinniśmy oceniać siebie według kryteriów Boga, który widzi nas
całych, na zewnątrz i w sercu. Często słyszałam o naprawdę pięknych
kobietach, które miały problemy z zaakceptowaniem siebie i nie umiały
ocenić siebie jako ładne. Z drugiej strony spotkałam wielu pięknych
ludzi, których wygląd zewnętrzny nie zdobyłby im nigdy najmniejszej
nagrody w konkursie piękności, jaśnieli oni jednak pięknem wewnętrznym.
Są oni lubiani, ponieważ akceptują i kochają siebie, a miłość przyciąga
innych ludzi. Np. Matka Teresa.
2. Inteligencja.. Nieraz naszą wartość we własnych oczach określa
inteligencja, bądź wykształcenie. Współczesny świat kładzie ogromny
nacisk na to by być bystrym i inteligentnym, od naszych, stopni w
szkole często zależy powodzenie w całym naszym życiu. Ale moja ocena
siebie nie powinna opierać się na moim ilorazie inteligencji ani na tym
co wiem, tylko powinna zależeć od tego kim jestem.
3. Narodowość/Rasa. Niektórzy z nas odrzucają z różnych przyczyn naszą
narodowość i żałuje, że nie urodziło się w innym kraju lub z innym
kolorem skóry i cechami etnicznymi. Często nie akceptujemy fragmentów
historii narodowej, lub ulegamy psychicznie temu jak inni patrzą na nas
z góry z powodu naszego pochodzenia. Czy ty jesteś zadowolony z tego,
że jesteś Polakiem? Czy masz kompleks niższości wobec innych narodów?
4. Płeć. Zranienia z przeszłości lub wychowanie mogły sprawić, że
niektórzy z nas nie akceptują swojej przynależności płciowej. Mamy zły
obraz tego czego Bóg od nas oczekuje i do czego nas powołał jako
kobietę, jako mężczyznę. W wyniku tego stwierdzamy, że jeśli taka ma
wyglądać rola kobiety/mężczyzny, t ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
5. Korzenie. Środowisko, z którego wyrastaliśmy. Odrzucenie rodziców, rodziny, etc.
Jaki wpływ na nas ma samoodrzucenie?
1. Utrwala we mnie zły obraz Boga.
Co za tym idzie rani całą moją relację z Bogiem.. Np. jeśli nie
akceptuję moich rodziców, to mam do Boga, żal, że narzucił mi takich
rodziców. Uważam, że popełnił błąd, albo zrobił mi na złość, albo jeśli
nie kocham siebie, nie jestem w stanie uwierzyć, że Bóg mnie kocha i
nie jestem w stanie -przyjąć Jego miłości.
2. Niszczy moje relacje z innymi ludźmi.
Jeśli nie kochani siebie, nie mogę kochać i akceptować innych (Mt 19, 19: "Kochaj bliźniego jak siebie samego")
3. Uniemożliwia nawrócenie.
Sarnoodrzucenie może stanowić przeszkodę do tego, abym wziął
odpowiedzialność za mój grzech i nawrócił się prawdziwie przed Bogiem.
Próbuję ciągle przekonywać siebie, że jestem lepszy niż jestem, gdy
potrzeba mi przyznania się do winy, zaakceptowania faktu swojej
grzeszności, zwrócenia się ku Bogu i nawrócenia. Jako, że nie umiem
sobie przebaczać, bronię się desperacko przed swoją niedoskonałością.
Gdzieś głęboko we mnie utożsamiam siebie samego z tym co zrobiłem.
Kiedy więc grzeszę lub doznaję porażki, będę szukał usprawiedliwień,
ponieważ odczuwam to jako atak na mnie samego. Muszę odkryć swoją
tożsamość w Bogu, aby uwolnić się od tej postawy.
4. Samoodrzucenie uniemożliwia lub utrudnia leczenie naszych zranień.
W zasadzie wynika to z punktu poprzedniego, widzimy tu trzy czynniki:
Brak zdolności przebaczenia ludziom. Brak zdolności przebaczenia sobie.
Brak zdolności pokochania i zaakceptowania siebie. Samoodrzucenie może
prowadzić do zbytniego skupiania się na swoim wnętrzu, nadmiernej
samoanalizie, ciągłą niezdrową samokontrolą. Nie potrafię poznać
prawdziwego siebie jeśli ciągle stoję jakby obok siebie i patrzę na
siebie jak postronny obserwator. Na początku mówiłam, że grzech
pierworodny spowodował w nas rozłam. Rozłam ten jest równie widoczny w
nas samych, jak i w całym świecie. Powinniśmy stać się pełnymi,
wewnętrznie zjednoczonymi osobami, zdolnymi dostrzec swoją prawdziwą
tożsamość zgodną z pierwotnym planem Boga . Zamiast tego stajemy
przeciwko sobie i niszczymy siebie nadmiernym krytycyzmem.
Tak naprawdę mogę odkryć prawdziwego siebie jedynie patrząc na Boga.
Jestem stworzony na Jego obraz i muszę szukać Jego oblicza, aby odkryć
prawdę o sobie. Skoro to co Bóg mówi o mnie jest prawdą, to w Nim
powinienem szukać swojej tożsamości. Nadmierne zagłębianie się w sobie
jest czymś innym niż szukanie prawdy o sobie w świetle Ducha Świętego.
W pierwszym przypadku dominuje nasza własna obecność, w drugim -
obecność Boga.
Jakie są źródła samoodrzucenia?
Jeśli zrozumiemy skąd pochodzi nasze samoodrzucenie będzie nam łatwiej
z niego wyjść. Na pewno nie uporamy się z tym z dnia na dzień. Tak jak
budowanie miłości i wzajemnej akceptacji w małżeństwie wymaga czasu,
tak samo potrzebujemy czasu, aby pokochać i zaakceptować siebie.
1. Dzieciństwo
Każdy rok naszego dzieciństwa ma ogromne znaczenie dla naszego rozwoju
w dojrzałych ludzi, posiadających poczucie własnej odrębności,
tożsamości, niepowtarzalności. Rozwój ten musi następować na
płaszczyźnie fizycznej, duchowej i emocjonalnej. Nasz charakter jest
kształtowany od momentu gdy jesteśmy jeszcze w łonie matki, aż po wiek
nastoletni. W tym czasie formuje się nasza osobowość i stajemy się
niezależnymi osobami. Każdy z nas potrzebuje być kochanym,
potrzebujemy, aby ktoś się o nas troszczył i akceptował nas w czasie
naszego wzrastania. Potrzebujemy wszyscy poczucia bezpieczeństwa i
domu. Kiedy któraś z tych potrzeb jest niezaspokojona, ma to wpływ nas
nasze życie i nasze postrzeganie siebie.
- miłość warunkowa; (ja == to co robię)
- zranienia rodziców;
- rozbite rodziny;
- alkohol;
- obwinianie siebie za złą sytuację w domu; często jesteśmy niekochani,
bo rodzice byli zbyt zranieni by kochać, ale w nas wywołuje to
poczucie, że nie zasługujemy na miłość, jesteśmy źli.
- złe słowa - wierzymy im.
Każdy ma swoją własną historię. Prawda, którą Bóg mówi do każdego z nas, bez względu na to jakie ma doświadczenie jest taka, że:
"nie jesteś już niewolnikiem, ale synem. Jeżeli zaś synem to i dziedzicem z woli Bożej." Ga 4, 7
Moja tożsamość jest w Bogu. Moja wartość polega na tym kim jestem, kim
stworzył mnie Bóg, a nie od tego co robię. Dla Boga mamy tak ogromną
wartość, że zostaliśmy nabyci drogocenną krwią Jezusa, Jego Syna. (1 P 1, 18-19)
2. Pycha
Pych nie pozwala nam być tym, kim naprawdę jesteśmy w obliczu innych
ludzi i nakazuje tworzyć dla ludzi fałszywy obraz siebie. To jeszcze
umacnia samoodrzuoenie, jako że wstydzę się swojego prawdziwego ja, do
którego nikogo nie dopuszczam. A co się dzieje kiedy nie dorastam do
swoich własnych oczekiwań. Znów potęguje to samoodrzucenie, gdyż nie
mogę zaakceptować faktu, że nie jestem osobą, którą chciałbym być.
Odmiany;
- nieśmiałość: tak bardzo boimy się porażki, że nigdy nie startujemy;
- wywyższanie się;
- oskarżycielstwo, nawet oszczerstwo;
3. Mass media
Jesteśmy pod ciągłym naciskiem ze strony świata, aby dorastać do
wymagań stawianych nam przez telewizję, kino, magazyny ilustrowane,
reklamy, etc. Np. zgodnie z wykładnią mediów, nie wyobrażamy sobie, że
można być szczęśliwym jak się nie jest cienką jak makaron, jak się nie
ma idealnej rodziny, dużego domu, drogich ciuchów, najlepszego
samochodu, jak się nie współżyje ze swoim chłopakiem/dziewczyną, etc.
Lista jest długo i wiele punktów przeczy sobie wzajemnie. Choć być może
nie przyjmujemy bezpośrednio tego przesłania, możemy podświadomie
przyswajać sobie przekazywane nam standardy. Oczywiście nigdy do nich
tak do końca nie dorośniemy i będziemy wciąż poszukiwać zaspokojenia,
które nie przestanie przed nami uciekać. Pozostaje tylko poczucie, że
jesteśmy nieudacznikami i do niczego się nie nadajemy.
Sposoby na szczęście i poczucie zaspokojenia, jakie dyktuje świat są
fałszywe i nie mają nic wspólnego z Bożą prawdą. Szczęście możemy
osiągnąć tylko idąc za Bogiem i Jego planem dla naszego życia, świadomi
tego kim jesteśmy w Jego oczach. Ew. świadectwo o .mojej pracy i
odpowiedź, że człowiek na końcu nie ma wewnętrznego pokoju ze względu
na to co zdobył, ale ze względu na to co rozdał. Może trudne, ale
osiągalne. W zdobywaniu jesteśmy sami, w rozdawaniu jest z nami Bóg.
4. Porównywanie się z innymi
Już z poprzedniego punktu wynika, że porównywanie się z innymi nikomu
na zdrowie nie wychodzi. Jeśli szukam swojej tożsamości przez
sprawdzanie jak wyglądam na tle innych ludzi, to ni mniej ni więcej
odkładam na bok moją unikalną, nie porównywalną z niczym, jedyną w
swoim rodzaju wartość. Każdy z nas ma jedyne w swoim rodzaju dary i
talenty. Nikt z nas nie jest dobry we wszystkim. A przy niewielkim
wysiłku w każdym człowieku potrafimy znaleźć coś w czym jest on lepszy
od nas. Jedyna rzecz, w której jestem rzeczywiście najlepszy to bycie
mną. Nikt inny tego nie potrafi. A ja się tego tak często dobrowolnie
zrzekam. Lepiej postarajmy się jak najlepiej wypełniać to
niepowtarzalne powołanie Boże.
Oznaki i symptomy samoodrzucenia:
1.Brak zdolności do śmiania się z siebie i ze swoich pomyłek.
2.Strach przed popełnianiem pomyłek, błędów.
3.Niemożność zaufania Bogu. (Bóg na pewno nie kocha mnie ani się o mnie nie troszczy. Ma ważniejsze sprawy na głowie.)
4.Nieumiejętność przyjmowania odmiennych zdań. Jeśli ktoś się ze mną
nie zgadza, zawsze przyjmuję to osobiście. Strach przed przyjmowaniem
pouczeń, bycia poprawianym.
5.Odczuwam to jako odrzucenia mojej osoby.
6.Trudność w chwaleniu innych, mówieniu komplementów, wyrażaniu
uznania. Jeśli powiedziałbym komuś komplement, postawiłbym go
automatycznie wyżej ode mnie, a to boli. Boli również kiedy słyszą jak
inni kogoś chwalą.
7.Trudno mi przyjmować pochwały (nie dowierzam) Boję się wyrażać miłość
(boję się odrzucenia i zranienia) Brak umiejętności wychodzenia
naprzeciw innym ludziom i budowania bliskich relacji) Trudność bycia
twórczym i podejmowania inicjatywy - boję się porażki.
8.Lęk przed liderami i innymi ludźmi posiadającymi jakąś władzę -odczuwanie ich obecności jako zagrożenia.
9.Ciągła potrzeba potwierdzania się, aprobaty ze strony innych. Jeśli
coś robię i nie zostanę natychmiast pochwalany, czuję się zraniony.
10.Agresja, wybuchy wrogości wobec tych, których odczuwam jako zagrożenie dla mojej osoby.
11.Apatia - skoro nie postrzegam swojej wartości, nie będę miał motywacji do troski o siebie i innych.
Co z tym wszystkim zrobić?
1. Rozpoznać i przyznać się do tego, że to jest mój problem.. Prosić
Boga o to, aby pokazywał mi obszary samoodrzucenia w moim życiu. Kiedy
je rozpoznasz, proś Pana o przebaczenie.
2. Poproś Boga, aby wskazał ci korzeń twojego samoodrzucenia. Przebacz
tym, którzy w jakiś sposób się do niego przyczynili. Delikatność!!!
Przed Bogiem i braćmi, niekoniecznie wobec nieświadomych winowajców.
3. Odrzuć te obrazy Boga, które były skutkiem samoodrzucenia. Czytaj
Pismo, aby poznać jaki jest naprawdę i naprawić ten obraz. Spytaj się
kogoś doświadczonego o wskazanie fragmentów, które mogłyby być
szczególnie pomocne, ale daj się też po prostu prowadzić bezpośrednio
Duchowi Świętemu. Poproś Boga, abyś poznał Go osobiście.
4. Poświęcaj czas na spotkania z Panem i pytaj Go o to jak On ciebie
widzi. Bóg mieszka w nas przez swojego Ducha, zawsze jest przy każdym z
nas. Naucz się skupiać na Nim, na tej prawdzie, że On jest zawsze z
Tobą. Takie coś nazywamy praktyką Bożej obecności.
5. Wyjaw komuś prawdę o swoim samoodrzuceniu. Nie ukrywaj go. Podziel
się z siostrą lub bratem. Tak jak złe relacje są często powodem
samoodrzucenia, tak dobre relacje mogą pomóc w jego uzdrowieniu. Nieraz
boimy się, że kiedy ludzie odkryją jacy jesteśmy naprawdę, odrzucą nas.
Przekonanie się, że tak nie jest już samo w sobie jest Bożym narzędziem
uzdrowienia. Jednak nie przesadzaj. Zwierz się komuś, o kim w jakimś
stopniu wiesz, że możesz mu zaufać, a nie pierwszej napotkanej osobie.
6. Naucz się przyjmować komplementy i pochwały ze strony innych ludzi i dziękować za nie.
7. Rozważaj często Słowo Boże i poznawaj Jego prawdę, abyś miał broń
przeciwko kłamstwom szatana. To będzie wymagało trochę czasu. Np.
Ps 27;
Ps 91;
Ps 103;
Ps 139;
Iz 62;
Iz 49;
Łk 15;
J 3;
Ef 2;
1Kor 13
8. Dziękuj Bogu, za to jak cię stworzył.
9. Porozmawiaj z Panem o swojej liście rzeczy zmienialnych. Powiedz mu
o tym jak się czujesz na ich temat. Przyjmij to, że On kocha cię już
teraz, razem z całym tym bagażem. Przed Jego obliczem zaakceptuj siebie
i wyznaj tę prawdę, że jesteś słaby i potrzebujesz Jego łaski.
Następnie porozmawiaj z Nim o tym co powinieneś zrobić i kiedy. Nie
próbuj robić wszystkiego naraz. Pracuj z Panem i według jego planu. On
kocha cię takiego jakim jesteś i pragnie działać w Tobie i przez
ciebie. On jest po to by ci pomóc.
10. Naucz się chwalić innych i pozwól im być tym, kim są. Zacznij
postrzegać siebie i innych jako Ciało Chrystusa, w którym wszyscy
wzajemnie się uzupełniają, a nie rywalizują ze sobą.
11. Odkryj uzdrawiającą moc daną nam w Sakramentach, szczególnie w
Eucharystii. Pojednanie zaraz potem. Nie mówiąc o Bierzmowaniu.
znalezione na: http://e-wangelizacja.waw.net.pl/samoakc.html
Jak informuje autor strony: "Autorem powyższego textu jest ksiądz, którego personalia są dziś niemożliwe do ustalenia."